poniedziałek, 16 listopada 2009

Jezioro Cerknickie

Przewodnik zachęcał do odwiedzenia pięknego jeziora. Podjeżdżamy, parkujemy, wysiadamy. Idziemy, idziemy, idziemy... słońce świeci, a my widząc poniższy krajobraz, zastanawialiśmy się... czy w języku słoweńskim słowo "jezoro" znaczy na pewno to samo co w polskim??

Uff... doczytaliśmy. Jezioro Cernickie to tak zwane znikające jezioro. Do XVII wieku wierzono, że wysychanie spowodowane jest obecnością czarownic, wilkołaków i sił nieczystych. Po naukowych śledztwach okazało się, że wszytko da się racjonalnie wytłumaczyć. Jak? A nie powiem, doczytajcie albo niech was skręca tak, że pojedziecie tam w najbliższy weekend :)

niedziela, 15 listopada 2009

zamkowo

Zamek Snežnik. Jeden z najlepiej zachowanych tego typu obiektów na terenie Słowenii. Uderza bielą po oczach, więc nazwa jak najbardziej adekwatna. Warto zboczyć z drogi, jeśli nie po to aby wejść do środka (7 euro) to choćby po to aby kupić słoik miodu od lokalnych pszczelarzy:

Predjamski Grad. Najsłynniejszy i najbardziej urokliwy zamek Słowenii. Pojawia się na pocztówkach i okładkach przewodników - obowiązkowy punkt podróży:

sobota, 14 listopada 2009

Ljubljana

Lublana - stolica Słowenii, miasto smoka.

Jak na najważniejsze miasto w państwie dosyć niepozorne, ciche, choć urokliwe i przemyślane. Ljubljana zawdzięcza swoją niezwykłą architekturę myśli jednego człowieka. Jože Plečnik, bo o nim mowa, projektował części swojego rodzinnego miasta tak, aby tworzyły własną historie, nie zapominając jednak że finalnie stworzą całość (czyli wszystko to, czego brakuje naszej stolicy).

Tą część miast lubię najbardziej: nowoczesną, zaangażowaną, trochę spod ziemia - sporo tego tam...


Byliśmy na miejscu akurat w niedzielę rano, kiedy w samym centrum, wzdłuż rzeki odbywał się targ staroci. Bogatszy niż ten na kole, większy:

Nie obyło się bez gadżetu, a raczej jedynej takiej (nie alkoholowej i nie spożywczej) pamiątki ze Słowenii. Zobaczyłam tą gromadkę i od razu wyobraziłam sobie jedną z nich na swojej półce:

- a potem noś Człowieku cały dzień ;)

piątek, 13 listopada 2009

inside

Bo nazwa Ptuj to taka trochę nie bardzo, widoki super, ale przewodniki z Mariboru też pokazywały dachówkowo-pomarańczowy uroczy brzeg miasta...
Dlatego "wyjeżdżamy" z Ptuja spoglądając na niego jeszcze raz, tym razem od środka! Enjoy!

sobe - rooms

Pojechaliśmy na urlop bez konkretnego planu, z lekkim zarysem, kierunkiem i przewodnikiem bez zdjęć. Wszystko na czuja. Tak też było z większością noclegów. Ten Ptujski udał się idealnie. 17 euro za osobę. Mała chatka, wiejski klimat, pokój ze skosami w drewnie, piękny widok z okna:

Na pożegnanie dostaliśmy smaczne śniadanie, kawę w porcelanowej filiżance i hand-madowy gadżet od gospodarza - herb miasteczka:

A oto i on - Janko Kozel, mieszkaniec Ptuja, człowiek instytucja (mam pełne namiary, więc jeśli ktoś zainteresowany chętnie się podzielę).

A kolację zrobiliśmy sobie sami, o taką :)

czwartek, 12 listopada 2009

Ptuj jak malowany

Po szybkiej wizycie w smutnym Mariborze wjechaliśmy do maleńkiego, malowniczego Ptuja... kamienie spadły nam z serca. Wiedzieliśmy, że to był dobry kierunek! Podelektujcie się na dobranoc widokami, jutro przyjdzie czas na więcej :)

środa, 11 listopada 2009

Maribor

Maribor - drugie co do wielkości miasto Słowenii. I tyle. Nic więcej imponującego o tym mieście nie powiem. Straszy choć w przewodniku jawiło nam się niczym ziemia obiecana.

Pierniki i część miasteczka z połyskującą dachówką, kontrastują z drugim brzegiem i główną ulicą:

Mieliśmy tam nocować, zjeść pierwszą słoweńską kolację... uciekliśmy :)