To był koniec września, z Warszawy wyjechaliśmy w długich rękawach, nogawkach i kurtkach, a tam proszę - trochę autostrad i 26 stopni, słońce, Adriatyk...:









Izola - spokojne rybackie miasteczko, czuć tu duży wenecki wpływ.Właśnie tam znaleźliśmy kolejny nocleg. Punkty informacyjne są niezbędne jeśli chce się wynająć coś szybko, tanio i w kwaterach prywatnych. Gospodarz przywitał nas wyhodowaną przez siebie gruszką, zagaił znajomością naszej stolicy. Na kolację zjedliśmy świeże owoce morza w portowej restauracji...:





O zachodzie, na naszym tarasie, napiliśmy się chłodnego, lokalnego wina, przegryzając tutejszymi skarbami (oliwki słoweńskie wymiatają!):
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz